niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 9


     Do końca dnia Kuba i Aga zachowywali się względem siebie przyjaźnie i ciepło, ale wcześniejszy niedoszły pocałunek zniweczył ich dobre humory.
Po zjedzonej wspólnie kolacji powiedzieli sobie przelotne "Dobranoc" i zniknęli każde w swoim pokoju.
Błaszczykowski od razu pobiegł pod prysznic, zapobiegawczo katując się strumieniami lodowatej wody. Po wszystkim owinął się ręcznikiem i padł na łóżko przeklinając w duchu, że Agnieszka nadal wywołuje w jego myślach kataklizmy.
Czuł jakby w jego duszy szalały sztormy, huragany i pożary lasów podzwrotnikowych.
Aga siedziała na skraju łóżka rozczesując swoje jasne loki. Każde pociągnięcie szczotką było osobną myślą o Kubie, przez jej głowę niczym w kinie przewijał się film z ich wspólnego życia. Ona i Kuba na basenie, pierwsza rocznica na której bawili się w wesołym miasteczku.
Błaszczykowski umazany watą cukrową, zapłakany na Titanicu. To ostatnie wspomnienie darzyła szczególnym sentymentem. Kuba za nic nie przyznałby się do tego nikomu, wiedziała tylko ona i jego kuzynka Martyna. Łzy zaczynały mu lecieć podczas katastrofy a apogeum nieszczęścia osiągał gdy Rose odrywa martwego Jacka od drzwi by po chwili ucałować jego dłonie i wypuścić miłość swego życia w toń mrocznego i zimnego Atlantyku.
Sama płakała na tym raz czy dwa, ale nigdy nie spodziewałaby się tego po tak twardym osobniku jakim był Błaszczykowski.
Zaśmiała się i poszła spać w dużo lepszym nastroju.
Następnego dnia zostawiła śpiącemu jeszcze piłkarzowi karteczkę, z informacją gdzie jest.
Ponieważ Mario Goetze wyprawiał urodziny w najmodniejszym dortmundzkim klubie "Kitsch" musiała sprawić sobie nową garderobę.
Przyjemny taksówkarz, który biegle znał angielski zawiózł ją do centrum handlowego znajdującego się niedaleko starego Dortmundu.
Aga nienawidziła zakupów, ale z konieczności czasami musiała kupować sobie nowe ciuchy, dużo lepiej wychodziło jej zamawianie w internecie.
Przejście ogromnego budynku zajęło jej dwie godziny i jak do tej pory kupiła tylko klasycznie czarne szpilki. Zrezygnowana chciała wyjść, gdy natknęła się na mały butik, wciśnięty pomiędzy dwie sieciówki.
Na manekinie w środku wisiała prześliczna sukienka-bombka w kolorze nasyconej czerwieni. Dziewczynie od razu zaświeciły się oczy, okazało się że kreacja była dla niej idealna. Zakupiła ją z wypiekami na twarzy i spojrzawszy na zegarek szybko zadzwoniła po taksówkę.
Wpadła do domu Kuby krzycząc w progu, że idzie się szykować.  Szybko umyła i wysuszyła włosy, pozwalając naturalnie się skręcić. Na twarz nałożyła mocniejszy- wieczorowy makijaż, machnęła usta błyszczykiem i zeszła na dół.
Kuba czekał na nią w granatowym garniturze z śnieżnobiałą koszulą rozpiętą pod szyją. Na widok schodzącej po schodach Agi, serce niemal stanęło mu z wrażenia a oczy zalśniły ekscytacją. Aga dojrzała ten błysk a jej kobieca próżność została mile połechtana .
- Wyglądasz czarująco!- przybrał pozę Jacka z Titanica, całując dziewczynę w rękę.
- Dziękuję. Ty też świetnie wyglądasz. - odpowiedziała mu delikatnie się rumieniąc.
Podał jej swoje ramię.
- Powóz czeka madame.
Dwadzieścia minut później weszli do Kitschu obserwowani przez znajdujących się tam piłkarzy z dziewczynami.
Złożyli życzenia jubilatowi, który przez dłuższą chwilę wpatrywał się w dekolt Agnieszki.
Siedzący niedaleko Lewy po chylił się do siedzącego obok niego Leitnera, komentując przyciszonym głosem całą sytuację.
- Dowiedziałeś się co to za panienka?- zapytał.
- Reus powiedział, że Piszczek mu mówił że to jego eksia.
- Czyli nie są razem?- błękitne, zimne oczy Lewego zalśniły jak u kota patrzącego na apetyczną karkówkę.
- No nie...- odpowiedział mało inteligętnie Leitner.
Tymczasem Kuba nie odstępował dziewczyny na krok przedstawiając ją tym z którymi nie rozmawiali dzień wcześniej.
Adze przypadł do gustu Roman Weidenfeller, który pomimo opinii gbura i buraka okazał się całkiem sympatycznym jegomościem. Zbierał karty z piłkarzami z Ligii Mistrzów z czego jego koledzy złośliwie kpili. Sven Bender przyszedł ze swoim bratem Larsem, który również był piłkarzem i grał w Bayerze Leverkusen. Piszczek stojący obok bliźniaków, zaczął żartować że na pewno czasem się zamieniają podczas meczów, żeby odkryć tajniki gry przeciwnika.
Bliźniacy zaprzeczyli jakoby mieli takie pomysły.
Z drugiego końca sali rozległy się radosne okrzyki. Hummels biegł w ich stronę a jego ciemne loki y podskakiwały w takt  kroków. Na nosie miał różowe okulary w kształcie serc.
- Aga! Zapraszam cię do tańca!- porwał ją na parkiet, potrącając trenera który zmierzył go groźnym spojrzeniem.
Hummels obłapił Agnieszkę wyjąc przy tym razem z wokalistą.
Aga uśmiechnęła się sztucznie, czując się lekko zażenowana.
- "Powiem ci jedno...gdy będzie ciemnoooooo, chcesz zrobić to ze mną!- krzyczał Mats.
Kuba pojawił się przy nim w ciągu sekundy i odepchnął go od Agnieszki.
- Spadaj od niej!- ryknął po niemiecku doskakując do Hummelsa z dłońmi zaciśniętymi w pięść. Stojący najbliżej Piszczek złapał Kubę do spółki z Reusem.
Mats nie miał zamiaru bić się z kolegą.
- Spokojnie stary, tylko tańczyliśmy!
- Masz trzymać łapska z daleka od niej!- dalej krzyczał Kuba.
- Błaszczykowski kurwa(trener lubił ten polski epitet) uspokójże się! Zachowujesz się jak zazdrosny mąż. Agnieszka nie jest kością o którą biją się dwa wściekłe psy.
- Ale trenerze ja się nie miałem zamiaru bić!- zaprotestował żywiołowo Hummels.
- Scheise! Stól dziób Hummels! Kłapiesz tą jadaczką jak przekupka. Agnieszka nie życzy sobie twoich końskich zalotów. Przyszła tutaj z Kubą, więc nie rób jej durnowatych aluzji. Macie ją oboje przeprosić, siebie też i bawić się w przeciwległych końcach budynku. A Agnieszkę zapraszam do tańca ja. Piszczek weź kolegę na zimne powietrze, niech ochłonie bo najpierw robi potem myśli!- trener pohukując na towarzystwo machnął władczo didżejowi, po czym zaprosił dziewczynę do tańca.
Kuba klnąc pod nosem wyszedł przed klub.
- Kurwa mać!- wyładował się przed wejściem. - Zapaliłbym!
Piszczek spojrzał na niego jak na okaz z ZOO.
- Nie przesadzasz troszeczkę? Primo Aga nie jest twoją dziewczyną, secundo Hummels jakkolwiek jest pierdolniętą gadułą nie zrobi jej krzywdy a tetrio zachowujesz się jak pies ogrodnika. Sam nie weźmiesz i innym nie dasz. Przyznaj się tępa pało, że nadal coś do niej czujesz a nie rób takich akcji.
- Co ty możesz o tym wiedzieć?
- Jestem wróżbitą Łukaszem!- zakpił Piszczek. - A poważnie ochłoń Kubulku, bo taką zapalczywością nic nie wskórasz. Albo zrób wszystko żeby wrócić do Agi, albo daj jej spokój. To fajna dziewczyna i szkoda jej na twoje fochy.
Kuba czuł się skołowany. Czuł coś do niej i właśnie to powodowało w nim taką frustrację. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, poza tym minęło cholernie dużo czasu. Nie mógł tak od razu powiedzieć jej, że nigdy nie wyleczył się z miłości do niej.
To przez nieumarłe uczucie do Ordy, rozpadł się jego związek z Agatą. Dziewczyna powiedziała mu wprost, że nie chce być w cieniu tej drugiej.
Na swój sposób kochał Agatę, ale tamto uczucie nie mogło równać się z potężnymi emocjami jakie wywoływała w nim Agnieszka.
To było jak walka z wiatrakami...
Kilka godzin później...
Agnieszka została zagarnięta przez piłkarzy Borussi. Kuba siedział ponury jak noc listopadowa popijając whisky z lodem. Nikt nie ośmielił się do niego podejść widząc, że jest w bardzo złym nastroju. Gdy tylko wyszedł trener Klopp, zagarnął Agnieszkę do taksówki. Drogę do domu Błaszczykowskiego przejechali w milczeniu.
Agnieszka nie była na niego obrażona, ale nie wiedziała o czym mieliby rozmawiać. Jej eks nie wyglądał na chętnego do szczerej rozmowy.
Po wejści do domu odwiesiła płaszcz. Chciała iść do swojego pokoju, ale Kuba podszedł do niej łapiąc ją za rękę.
Spojrzał na nią tak, że podłoga prawie usunęła jej się z pod nóg.
Stali tak patrząc na siebie i mierząc się spojrzeniami. Oboje jasnowłosi i niebieskoocy. Oboje czujący napięcie przeskakujące z jednego na drugie.
- Kuba...- dziewczyna przerwała ciszę patrząc na Błaszczykowskiego.
Uciszył ją kładąc palec na jej ustach. Jął nim poruszać, obrysowując kontury jej warg. Po chwili nakrył jej usta swoimi. Całował delikatnie i pieszczotliwie skubiąc jej wargi. Rękami przesuwał po jej nagich ramionach, przyciągając ją do siebie delikatnie, acz stanowczo. Pocałunek przybierał na sile, ich języki rozpoczęły wspólny taniec dostarczając obojgu niebywałej przyjemności. Kuba popychał Agnieszkę w stronę salonu, nie przerywając pieszczot. Upadli na sofę zupełnie zapominając gdzie są i co robią. Przez głowę Agi przelatywało milion myśli na sekundę, wszystkie nakładając się na siebie, tworząc fantastyczne miraże barw i kolorów. Zalewały ją fale szczęścia tak wielkiego, że nie była w stanie robić nic innego jak tylko brać, dawać i pławić się w tym wszystkim. Kuba mruczał jak zadowolony kocur. Miał ją pod sobą, czuł każdy skrawek jej ciała. Wilgotnymi wargami wyznaczał miłosny ślad po delikatnej skórze za uchem, sunąc w stronę jej piersi. Ubranie zaczęło go okrutnie uwierać. Ale najpierw musiał zerwać odzienie z Agi. Cholernie podobała mu się ta kiecka, ale nienawidził jej za to, że ukrywa ponętne kształty dziewczyny. W przypływie ekscytacji rozerwał przód kreacji, obnażając białe piersi dziewczyny ukryte pod fikuśną bardotką. Kuba zachłysnął się z radości, ale zaraz dostrzegł paskudną bliznę ciągnącą się od lewej piersi aż po brzuch Agnieszki.  Dźwięk rozrywanej tkaniny otrzeźwił Agę. Dojrzała wzrok Kuby utkwiony w szramie.
Na pewno czuł obrzydzenie...- pomyślała zdruzgotana.
Spojrzała na Jakuba oczami spłoszonej sarny.
- Nie! Nie mogę!- odepchnęła go od siebie naciągając na siebie strzępy sukienki.- Nie powinniśmy ja... Ja przepraszam!- wyszeptała ze łzami w oczach uciekając do swojego pokoju.
Błaszczykowski został sam, zszokowany i sfustrowany.
_______________________________________________________
Przepraszam Was za poślizg, ale zbliżające Święta pochłaniają mój czas bez reszty. Gdyby tylko doba miała 36 godzin...
Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, znowu miało być inaczej ale Błaszczykowski w tym opowiadaniu robi co chce. Nie mogę zapanować nad nim ani trochę.
:P

Wasze blogi ponadrabiam podczas Świąt, za poślizgi przepraszam Was stokrotnie.
I jeszcze życzonka! 

Zdrowych, pogodnych i słodkich Świąt oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2013 obfitującego w piękne widowiska sportowe!
Pozdrawiam Was serdecznie! Buziaczki :* Fiolka!

piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział 8

"Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day you gave it away"


6 grudnia "Mikołajki" 


    Jakub Błaszczykowski wstał tego dnia w wyśmienitym humorze, czym prędzej biegnąć do sklepu po pieczywo na śniadanie, wiedząc z doświadczenia że Agnieszka będzie spała bardzo długo.
Zawsze była okropnym śpiochem w przeciwieństwie do niego. Jako ranny ptaszek lubił wstać skoro świt i popędzić na siłownię, albo przebiec się po parku.
Lubił też poranny seks, ale w tym wypadku nie było o tym mowy. Przyjaciele są nietykalni. - rzekł kiedyś nieco filozoficznie Łukasz Piszczek, nie zastanawiając się nad tym jakie skojarzenia mogą wywołać jego słowa.

   Pogoda w Dortmundzie była idealna na to dziecięce jak się wydawało święto. Śnieg zalegający na dachach, skwerach i chodnikach skrzył się srebrzyście w porannym słońcu, przebijającym się przez chmury. W centrum Mikołajowie rozdawali cukierki i reklamy sklepów z upominkami. Jedną taką wcisnął Kubie grubiutki, czerwony brodacz. Ulotka zapraszała do sklepu jubilerskiego, znajdującego się sto metrów od piekarni w której zaopatrywał się Kuba.
Nie namyślając się długo ruszył zaśnieżonym chodnikiem wprost do sklepu. O tej porze ruch był minimalny, więc rozpoczął zwiedzanie pomieszczenia. Starannie ominął gablotę z pierścionkami zaręczynowymi, obrączkami oraz skrzącymi się w sztucznym świetle drogimi kamieniami, osadzonymi w złocie i platynie.
Jego oczy przyciągnęła wciśnięta w kąt gablotka, na której wystawiono srebrne łańcuszki i wisiorki.
Pamiętał, że Aga zawsze bardziej wolała srebro przedkładając je nad popularne w Polsce złoto. Cieszyła się jak dziecko, kiedy po pierwszej prawdziwej wypłacie z klubu kupił jej malutki pierścionek z bursztynem.

Ciekawe czy jeszcze go miała?- pomyślał.
Nie zauważył stojącego za nim właściciela sklepu.
- W czymś mogę panu pomóc?- zapytał uprzejmie siwobrody staruszek.
Wyglądał jak żywcem wyrwany z baśni. Dziadek mróz, albo jeden z złotników Świętego Mikołaja.
- Szukam czegoś dla przyjaciółki.
- A jak ona wygląda?
- Drobna blondynka o twarzy w kształcie serce, oczach koloru wiosennego nieba i jasnej cerze. - wyrecytował piłkarz.
Jubiler nawet jeżeli się zdziwił, że młody mężczyzna w tak kwiecisty sposób opisuje zaledwie przyjaciółkę, nie dał tego po sobie poznać. Małym srebrnym kluczykiem otworzył gablotę, wyciągając z niej delikatny srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie kwiatka.  Podał go Kubie, zamykając gablotkę. Tak jakby przewidział, że małe preciozo na tyle zachwyci mężczyznę, ze będzie skłonny je kupić.
Błaszczykowski oglądał w rękach kwiatek z długą łodyżką i lekko wystrzępionymi listkami, które imitowała cyrkonia w kolorze chabrowym. Całość była tak starannie dopracowana, jakby to cudeńko wyrosło na łące.
- To bławatek. - odpowiedział jubiler.- Bardzo delikatna i urocza roślina. Myślę, że będzie pasowała dla pana przyjaciółki.
Kuba jeszcze raz spojrzał na wisiorek.
- Biorę go. - odpowiedział pośpiesznie.
Staruszek zapakował drobiazg w niebieskie, aksamitne pudełeczko przewiązane srebrną wstążeczką pod którą wsadził maleńką gałązkę ostrokrzewu.
Kuba wsadził zawiniątko w wewnętrzną kieszeń kurtki, ruszając do samochodu, zaparkowanego kilka ulic dalej.
Traf chciał, że spotkał na ulicy Roberta Lewanowskiego, za którym mówiąc oględnie nie przepadał.
Gdy Lewy przyszedł do Borussi dwa lata temu, Kuba próbował się z nim zaprzyjaźnić. Podobną postawę reprezentował wcześniej kupiony Łukasz Piszczek. Pomagali młodemu koledze, tłumaczyli wywiady, pokazywali miasto i ułatwiali aklimatyzację. Zamiast wdzięczności, na której jakoś specjalnie im nie zależało dostali od kolegi nóż w plecy. Lewy od razu skumał się z popularnym Mario Goetze i jego przydupasem Moritzem Leitnerem. Próbował też wkraść się w łaski kumplujacego z Mariem, Marco Reusa ale ten za bardzo lubił Piszczka i Błaszcza, żeby ich po babsku obgadywać.
Lewandowski po wbiciu się do podstawowej jedenastki Borussi, przestał zauważać kolegów wywyższając s się ponad Niemców i resztę drużyny. Jego menadżer żądał wygórowanych kwot na które prezydent Borussi nie chciał wyrazić zgody. Kuchar straszył odejściem swojego podopiecznego i rozsiewał plotki na temat zainteresowań europejskich gigantów Robertem.
To wszystko sprawiło, że Kuba wolał nie przebywać w pobliżu Lewego dłużej niż to możliwe.
Musiał go oglądać na treningach w klubie i Reprezentacji której ku zazdrości Lewego był kapitanem. W kuluarach krążyły plotki, że Kuchar wykłócał się z trenerem Fornalikiem o to, że Robert jako niekwestionowana gwiazda powinien zostać kapitanem Biało- Czerwonych.  Fornalik jednak jako typowy reprezentant Śląska swój rozum miał i nie zamierzał uginać się pod nic dla niego nie znaczącym przedstawicielem jednego z zawodników. Dla niego Robert był podopiecznym tak jak i reszta chłopaków. Nigdy nikogo nie wywyższał i nie zamierzał teraz tak robić. Wicekapitenem był Wasyl, więc wbicie się przed tych dwóch nie było możliwe.

- Cześć.- Błaszczykowski przywitał się z Lewym.
- Cześć, tak wcześnie zakupy? U jubilera? Hohoho- zaimitował Mikołaja uśmiechając się głupkowato.
- Kupowałem prezent. - odpowiedział Kuba. - A ty nie idziesz na trening?
- Mam indywidualny po południu, boli mnie ząb.- odpowiedział Lewy.
Ciota.- pomyślał w duchu złośliwie Kuba. Głośno zaś powiedział.
- Współczuję. Kuruj się szybko.
- Ty też. Słyszałem, że nie wrócisz jeszcze na powtórkę rewanżu z Realem? - zapytał  niby to współczująco, ale jego chłodne niebieskie oczy lśniły triumfem. Kuba przed szpitalem był w wyśmienitej formie. Klopp powiedział głośno w szatni że Real jest zainteresowany Kubą, ale on nie chciał by go stracić. To wywołało podwójne oburzenie Lewego, bo jemu nic nie proponowali. Real szukał pomocnika nie napastnika, ten wakat u Królewskich był zajęty przez Ronaldo reprezentującego dużo wyższy poziom niż Lewandowski.
- Dobrze słyszałeś. Pauzuję do końca roku. Serce nie sługa i nie elektroniczna pompa, muszę się oszczędzać. Trzymaj się i do zobaczenia w sierocińcu  na malowaniu bombek. Pozdrów Ariel.
- To już nieaktualne. - odpowiedział Lewy i poszedł w kierunku swojego najnowszego modelu Audi.
Kuba wzruszył ramionami i wsiadł do dużo tańszego pół terenowego BMW. Nie lubił lansować się samochodami.
Gdy zajechał pod dom, była godzina dziesiąta. Otworzył cichutko drzwi a gdy nie usłyszał rannego krzątania się Agi, poczłapał cichutko do jej pokoju. Bezszelestnie uchylił drzwi, wsuwając się do pokoju ciszej niż Grinch. Ale on nie był brzydki, zielony i nie miał zamiaru nic kraść. Wprost przeciwnie.
Stanął nad uśpioną Agą podziwiając jej urodę.
Długie blond włosy rozsypały się na poduszce, imitując promienie słoneczne wokół jej delikatnej buzi. Długie rzęsy rzucały cień na policzki a malinowe usta rozchyliły się podczas snu.
Kiedyś uwielbiał obserwować ją podczas snu. Była śliczna i naturalna, chociaż wielu powiedziałoby, że za drobna i nie klasycznie piękna. Jej zadarty nosek upstrzony kilkoma piegami zawsze go rozczulał. Co teraz czuł? Nie wiedział. Miał ochotę pocałować ją jak durnowaty książę z bajek Disneya, ale to jeszcze nie była oznaka uczucia.
 Piękne kobiety należy całować i nie baczyć na to, że mogą ci przyłożyć. - rzekł kiedyś Wasyl podczas urodzin Kuby w zeszłym roku.
Błaszczykowski pochylił się nad uśpioną przyjaciółką i położył obok poduszki . pudełeczko. Agnieszka poruszyła się przez sen, zamarł w oczekiwaniu na przyłapanie, jednak nie otworzyła oczu. Poczuł tylko zapach jej ciała. Słodki i delikatny, taki jak zapamiętał. Ogarnęło go palące uczucie, żeby ją pocałować. Niewiele się namyślając pochylił się nad nią raz jeszcze i dotknął swoimi wargami jej ciepłych ust. Delikatnie i ulotnie jak trzepnięcie skrzydeł motyla. Przestraszył się ogarniającym go pożądaniem i wyszedł pospiesznie.

   Agnieszka przebudziła się z cudownego snu, którego nie chciała zdradzać sama przed sobą. Dotknęła dłonią ust. Czuła na nich pocałunek, jednak było to tylko wspomnienie. Nie była całowana odkąd zginął Filip.
Szybko przegoniła smutne wspomnienia, patrząc na zasypany śniegiem ogród Kuby. Z dzielnicy w której mieszkał rozciągał się piękny widok na miasto. Szykujący się do Bożego Narodzenia Dortmund był urzekający, w podobny sposób jak jej ukochany Kraków.
Wyskoczyła z łóżka energicznie, chcąc pobiec do łazienki. Zaczęła ścielić łóżko i przez przypadek strąciła na ziemię pudełeczko. Schyliła się po nie, otwierając je z ciekawości. W środku na czarnym aksamicie leżał delikatny wisiorek  w kształcie chabra.
Dotknęła go, czule gładząc bławatkowe kamyki.
- Śliczny szepnęła do siebie.
Wiedziała, że to prezent od Kuby, ale ona nie miała nic dla niego. Musi pomyśleć przed wyjazdem żeby coś mu dać. Albo lepiej, upiecze mu dzisiaj dwie blachy kruchych ciasteczek, które uwielbiał.
Podobnych które piecze jego babcia Felicja.
Aga pośpiesznie się wykąpała, włożyła jeansy, białą koszulkę a na to zarzuciła granatową marynarkę z wywijanymi rękawami. Włosy  zaplotła w warkocza, przerzucając go przez lewe ramię. Na twarz nałożyła odrobinę podkładu, machnęła rzęsy tuszem i pomalowała usta bezbarwnym błyszczykiem. Jeszcze tylko dwa psiknięcia perfumami i mogła zejść.
Zadowolona przekroczyła próg kuchni w której krzątał się Kuba. Smażył właśnie naleśniki ubrany w czerwony fartuch z reniferem.
- Witamy śpiącą królewnę.- pokłonił się przed nią w parodii dworskiego ukłonu dzierżąc w rękach drewnianą patkę do przewracania potraw na patelni.
Agnieszka zaśmiała się w głos, pochylając majestatycznie głowę niczym prawdziwa księżniczka.
- Witam cię mój nadworny kucharzu. Co dziś mi polecasz?- usiadła na taborecie przy kuchennej wyspie.
- Kawa i naleśniki z owocami. Skusisz się?- zapytał uśmiechając się szeroko. Przewrócił zawodowo naleśnika kręcąc przy tym tyłkiem jak tancerz latynoski.
- Expresso poproszę.- spojrzała na ekspres na kapsułki.
- Się robi madame.- wrzucił kapsułkę do urządzenia,to zaś wydało dźwięk ładowania, po czym wlało aromatyczną ciecz do podstawionej filiżanki.
Piłkarz postawił naczynie przed przyjaciółką.
- Proszę. Zaraz będą naleśniki.
Agnieszka pochyliła się nad filiżanką z błogim wyrazem na twarzy.
- Kuba, zrobiłeś mi dzień. Potrzebowałam kofeiny!- wrzuciła do filiżanki dwie kostki cukru, mieszając ciecz energicznie.
- Nie ma za co.- odpowiedział- Pamiętaj że za godzinę jedziemy do domu dziecka. Dziatki nas potrzebują.
- Zjem i wymyję zęby. - puściła mu oczko.- To dawaj waść te naleśniki!
Kuba zakręcił się jak fryga i tanecznym krokiem podszedł do Agi. Położył przed nią talerz pełen parujących naleśników oraz miseczkę z pokrojonymi w plasterki owocami.
Dziewczyna zajadła ze smakiem ku uciesze kucharza.
Sam zjadł dużą porcję polewając obficie syropem klonowym.
Po śniadaniu rozeszli się do swoich pokoi, by po kilku minutach spotkać się w przedpokoju.
Agnieszka wsunęła skórzane oficerki, Kuba pomógł jej założyć płaszcz a na głowę nasadził czapkę mikołaja. Sam założył taką samą.
- I jak?- zapytał obracając ją w stronę lustra.
- Pięknie Panie Mikołaju. - odpowiedziała.- Aha i żebym nie zapomniała.
Wspięła się na palce i ucałowała go w policzek.
Spojrzał na nią intensywnie.
- Za co to?
- Ty wiesz za co. To co idziemy?
- Idziemy!
Zamknął za sobą drzwi.
Ruszyli oboje do samochodu, spotykając przy nim Łukasza Piszczka w zielonej, elfiej czapce z długimi uszami. Wyglądał komicznie ale i uroczo.
- Dzień dobry Mikołaju i Mikołajko.- skłonił się zabawnie. - Elf Piszczu gotowy na ciężką, galerniczą harówkę na rzecz sierotek.
- Nie przesadzasz troszeczkę?- zapytał Kuba otwierając drzwi Adze.
- Skąd. Widziałeś jak rysuję? Obawiam się, że gorszy jest tylko Lewy. Ten to nie potrafi narysować prostej linii. - zaśmiał się.
- Potwierdzam. Spotkałem go dzisiaj w mieście.
- Był sam?- Piszczek poruszył brwiami. - Arielka zrobiła mu przedwczoraj awanturę. Wtargnęła na trening i go zwyzywała od...
- Ekhmm...- przerwał mu przyjaciel.
- No od takich, śmakich i owakich.
- Powiedział mi tylko, że to nieaktualne.
- No skoro nakryła go z jakąś modelką.
- Co ty gadasz? Skąd to wiesz?- zapytał zapalając samochód.
Piszczek wychylił się z tylnego siedzenia wkładając głowę pomiędzy Agnieszkę i Kubę.
- Reus mi powiedział.
- A on skąd wie?
- No od Goetze.
- Jest czym się chwalić naprawdę. Lewy zachowuje się jak kotka w rui.
- Chyba raczej kocur, Kubulku.- poprawił go Piszczek.
- Możecie zejść z tego Lewego?- zapytała uprzejmie Agnieszka.- Zachowujecie się jak przekupki na targu. Zdradził dziewczynę, zachował się jak świnia ale nie nam go oceniać. Nie psujmy sobie dnia takimi pierdołami.
- Kurde!- oświadczył inteligentnie Łukasz.- Masz zajebis...zajefajną koleżankę Kuba. Dobrze gadasz, wiszę ci drinka.
- Nie rozpędzaj się tak.- pogroził mu Kuba.
Aga zaśmiała się.
Po dwudziestu minutach opowieści Łukasza o ostatnim meczu ze Szwecją, kontuzji Ibry i Wasyla i wyklinaniu na lekarkę interny, cała trójka była w znakomitych humorach. Dom Dziecka znajdował się na drugim końcu Dortmudnu. Chłopcy po drodze pokazali dziewczynie słynną Signal Idunę na której harowali ciężko i w pocie czoła. Jak to ujął Łukasz.
Budynek sierocińca był w kolorze brzoskwiniowym z czerwonymi dachówkami. Z przodu znajdował się parking a na tyłach duży ogród z placem zabaw i boiskiem do gry.
Weszli głównym wejście a jedna z wychowawczyń poprowadziła ich do sali gimnastycznej mieszczącej się na tyłach budynku.
W środku wrzało jak w ulu.
Piłkarze siedzieli przy długim stole pod oknami a wokół nich biegały dzieciaki. Wychowawczynie roznosiły pachnące pierniki i korzenny napój.
Trener Klopp swoim tubalnym głosem instruował İlkay'a Gündoğana i Nevena Suboticia jak mają malować bombki.
- Namalujcie śnieżynki i bałwanka. Nie tak brzydko Subotić, postarajże się!- zagrzmiał niczym ojciec pouczający swoje niesforne dziatki.
Obok trenera siedziała jego małżonka, malując w skupieniu płatki  śniegu i śnieżynkę.
Nieopodal Sebastian Kehl i Sven Bender ze swoim bratem bliźniakiem pracowali w skupieniu.
Mats Hummels zauważywszy przybycie Kuby i Piszczka zawołał ich machnięciem ręki.
- Chłopaki tutaj, tutaj jest wolne miejsce!
Przyjezdni ruszyli w stronę tej części stołu. Goetze trącnął Lewego pokazując mu Agnieszkę.
Lewandowski zmrużył oczy przyglądając się dziewczynie.
- Siema Matsik.- Piszczek usadził się po jego lewej stronie, Aga siadła po prawej a Kuba zaraz obok nich. Mats spojrzał na nią uśmiechając się szeroko.
- Hummels Mats do usług.- ucałował jej dłoń.
- Agnieszka Orda- uśmiechnęła się serdecznie.
- Do roboty!- trener huknął w ich stronę łamaną polszczyzną.  Agnieszka pochyliła się w stronę Matsa.
- Co on taki groźny?
Piłkarz otworzył oczy ze zdziwienia.
- Papcio Klopp? Coś ty! On jest łagodny jak baranek. Chyba, że ktoś na meczu kopie nam tyłki. Wtedy wychodzi z niego dzika bestia.
- Aha rozumiem.
Atmosfera była iście świąteczna. Trener po skończeniu swoich prac wychylił puchar z napojem korzennym i poszedł obsztorcować piłkarzy. Mats cały czas zabawiał Agnieszkę, co nie bardzo spodobało się Kubie.
Piszczek od razu to zauważył i czekał na rozwój wydarzeń. Agnieszka widziała jak Kuba co jakiś czas łypie na kolegę.
- Błaszczykowski przyłóż się bardziej, Hummels nie kłapocz tyle jeszcze nie skończyłeś. Piszczek co tak krzywo? A pani ślicznie, cudowny Mikołaj.- uśmiechnął się do Agnieszki. - Narzeczona Kuby?
- Nie przyjaciółka Agnieszka Orda.-
Klopp skłonił się po czym po dżentelmeńsku ujął jej drobną dłoń w swoja dużą.
- Jurgen Klopp, ale proszę mi mówić po imieniu.
Lewy przyglądał się całej sytuacji. Kim była ta dziewczyna?
Po skończeniu malowania, dzieci zaśpiewały piłkarzom kilka piosenek, dyrektorka domu dziecka dziękowała wylewnie a trener puchł z dumy. Lubił być chwalony. Ale też był poczciwym człowiekiem i lubił pomagać.
Na koniec wszyscy zaśpiewali Jingle Bells.
Hummels skorzystał z okazji, że Klopp chce porozmawiać z Kubą o zdrowiu a Łukasz poszedł pogadać z Reusem i uciął sobie pogawędkę z Agą przy swoim samochodzie. Stał oparty nonszalancko o dach swojego wozu uśmiechając się do dziewczyny. Aga była lekko zakłopotana zainteresowaniem przystojnego Niemca.
- Na długo przybyłaś do Dortmundu?- zapytał
- Zostaję do niedzieli.
- Mam nadzieję, że Kuba weźmie cię jutro do Goetzego na urodziny? Jeśli nie to ja cię zapraszam.
- Kuba już mnie zaprosił.- uśmiechnęła się uprzejmie.
- To dobrze, będzie karaoke. Uwielbiam śpiewać. - wyśpiewał jej całą zwrotkę piosenki zespołu Wham "Last Christmas" prawdą a Bogiem, Agnieszka nie cierpiała jej bo co to za piosenka świąteczna w której kobieta rzuca faceta a on jej to wypomina.
Hummels miał przyjemny głos, ale chwilami zawodził. Nie chciała go urazić.
- Piękne wykonanie.- odpowiedziała dyplomatycznie gdy skończył.
Piłkarz wyszczerzył się.
- Dzięki. A zasługuję na buziaka od mikołajki?- poruszył brwiami.
Nadchodzący Kuba usłyszawszy to zagotował się ze złości.
Psia jego mać.- zaklął w myślach.
- Sam się pocałuj. - Błaszczykowski wszedł pomiędzy Niemca a dziewczynę.
Aga była mu wdzięczna, że wyręczył ją od całowania sympatycznego, ale obcego chłopaka ale nie była zadowolona z tonu Jakuba.
Ten otworzył jej drzwi i sam wsiadł do samochodu. Piszczek miał zabrać się z Reusem, po drodze chcieli wpaść na obiad do pizzerii.
Kuba odjechał z pod domu dziecka paląc gumy, jechał przy tym tak szybko, że takiej prędkości nie powstydziłby się sam Kubica.
Drogę do domu przebyli w milczeniu.
Dopiero w salonie Kuba przemówił.
- Przepraszam cię za tego idiotę.- rzekł
- Nie masz za co mnie przepraszać.- odpowiedziała łagodnie Aga.- Był miły to wszystko. Nie powinieneś reagować tak ostro.
Kuba miał paląca ochotę pocałować ją w usta. Zrobił krok w jej stronę, pochylił się patrząc w jej lśniące oczy. Od pocałunku dzieliło ich kilka centymetrów. Wystarczyło zbliżyć się minimalnie. Jeden ruch. Agnieszka przymknęła oczy w oczekiwaniu. Czuła zapach wody toaletowej Kuby.
W ostatniej chwili Błaszczykowski odsunął się.
Chciał tego i widział, że ona też tego chce ale nie mógł.
Są przyjaciółmi.
- Zjedzmy obiad.- powiedział i zniknął w kuchni.
Agnieszka z trudem ukryła rozczarowanie. Chciała tego pocałunku i tego samego chciało jej serce.
Czuła się skołowana i zaniepokojona tym co wkrótce może się zdarzyć jeżeli szybko nie wyjedzie.
Zaraz po urodzinach Mario.- zadecydowała.
_______________________________________________________________
O matko! Ale przydługaśny ten rozdział. Chciałam napisać krótko, zwięźle i na temat ale Kuba jak zwykle płata mi figle i nie dało się krócej.
Miało być wieczorem, ale pisanie zajęło mi sporo czasu. Także oddaję w wasze ręce kolejną odsłonę opowiadania.
I jeszcze mała prośba. Ci którzy piszą mi na GG o swoich rozdziałach, niech dopiszą się również do zakładki Spam. Chwilowo mam kłopoty z tym programem i nie mogę odczytać powiadomień.
Dzięki za uwagę.

Następny rozdział za tydzień.
                                                                         Pozdrawiam Fiolka :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Liebster Awards

Zostałam nominowana przez karolajn do Liebster Awards. Dzięki :*
Po krótce odpowiem na nie :)
1. Kiedy zaczęłaś interesować się sportem?
Odpowiedź: W trakcie Euro 2004 kiedy zobaczyłam mecz Anglii i Franka Lamparda.
2. Lubisz skoki narciarskie?
Bardzo lubię.
3. Ulubiony serial?
Pamiętniki Wampirów i Glee
4. Gdzie chciałabyś spędzić wymarzone wakacje?
W Barcelonie.
5. Ulubiony przedmiot szkolny?
Język polski :D
6. Język angielski vs. język niemiecki?
Ani jeden ani drugi, ale jeśli muszę wybrać to angielski.
7. Lubisz książki i filmy o tematyce fantastycznej?
Lubię, moją ulubioną autorką jest Margit Sandemo i jej Saga o Ludziach Lodu :)
8. Co robisz zaraz po przebudzeniu?
Patrzę na plakat Kubulka aka Kuby Błaszczykowskiego.
9. Kiedy założyłaś swojego pierwszego bloga?
Podczas Euro 2012 na onecie opowiadanie "Bez Ciebie nie idę" (wiadome o kim^^)
10. Ulubione warzywo?
Cukinia :)
11. Opisz siebie w 3 słowach.
Opanowana, wyluzowana, małomówna(wolę przelać myśl do Worda).
Nominuję:
Olcię_pb
heavenly
Nikaaaa
Chloe
IswedWolf
Pysiulka
Oto pytania:
1. Twój ulubiony sport?
2. Barcelona vs Real?
3. Kolacja z Kubą Błaszczykowskim czy spacer z Robertem Lewandowskim?
4. Ulubiona i znienawidzona książka?
5. Czy posiadasz zwierzaka? Jeśli tak to jak ma na imię?
6. Morze Bałtyckie czy Morze Śródziemne?
7. Zachód czy wschód słońca?
8. Ukochany piłkarz?
9. Lubisz siatkówkę? Jeśli tak, to jaki jest twój ulubiony zawodnik?
1o. Popisowe danie?
11. Opisz siebie w trzech słowach.

Nominowała mnie także Ania.
Oto pytania i odpowiedzi :)
A oto moje pytania:
1. Ulubiony zawodnik Reprezentacji Polski...
Oczywiście Kuba Błaszczykowski
2. Komu po porażce Polaków kibicowałaś na Euro 2012?
Reprezentacji Niemiec
3. Twój ulubiony sport to...
Piłka nożna 
4. Jaki jest twój ulubiony gatunek literacki?
Literatura fantasy/romanse
5. Skąd czerpiesz pomysły na dalszy rozwój opowiadania / opowiadań?
Z życia z ulubionych książek z filmów...:)
6. Ulubiony aktor/ aktorka...
Hugh Jackman/Helena Bonham Carter
7. Nienawidzę...
Kłamstwa i dwulicowości 
8. Cenię...
Szczerość i odwagę
9. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
Pisarką lub dziennikarką sportową
10. Szpinak czy brokuły?
Obydwa 
11. Gdybyś mogła być kimś innym przez jeden dzień kogo byś wybrała?
Piłkarzem oczywiście :)

piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział 7

Prawdziwa przyjaźń istnieje tylko wtedy, gdy człowiek nie ma nic, bo wówczas przyjaźń jest jego największym skarbem.

    Agnieszka mocniej owinęła się kocem, którym przykrył ją Kuba. Przeprosili się oboje, po czym piłkarz pobiegł na górę po komedię romantyczną. Było trochę jak za dawnych lat, Aga rozwaliła się na kanapie z kubkiem kakao a Kuba siedział na fotelu obok zarzucając nogi na niski stolik do kawy. Przez cały film Błaszczykowski ukradkiem przyglądał się swojej eks dziewczynie. Zmieniła się przez te sześć lat odkąd nie byli już razem. Ostatni raz widział ją uśpioną i posiniaczoną, podłączoną do mnogiej ilości kablów i rurek.
Dzisiaj z uznaniem odkrył, że wypiękniała. Miodowe włosy wiły się wokół delikatnej twarzy w kształcie serca. Zawsze uroczo się rumieniła, lubił doprowadzać ją do takiego stanu. Zazwyczaj peszyła się gdy komplementował ją w sposób intymny.
Właśnie teraz przypomniał sobie ich pierwszy raz. Było to dzień po jej osiemnastych urodzinach górskim domku gdzieś niedaleko Karpacza.
Byli razem pięć wspaniałych lat. Ale dużo wcześniej wiedzieli, że są sobie bardzo bliscy i nie potrafią bez siebie żyć. Jak widać życie weryfikuje uczucia, bo dzisiaj mogli być co najwyżej przyjaciółmi. Powodem ich zerwania był wyjazd Kuby do Niemiec i rzekomy inny chłopak jak napisała mu w mailu Emilia, kuzynka Agnieszki.
Zawsze szczerze wątpił w zdradę Agi. Nie była to tego zdolna, to najbardziej prostolinijna i uczciwa osoba jaką znał. Jego ideał.
-Cały czas mi się przyglądałeś.- powiedziała Agnieszka, gdy na telewizorze pojawiły się napisy końcowe. – Mam coś na twarzy?- zapytała uśmiechając się zabawnie.
- Nie, ale zaraz będziesz mieć rumieńce.- odpowiedział jej
- Masz mi do zakomunikowania coś, co wywoła go na mojej twarzy?
- Chciałbym cię czymś zaskoczyć, ale moje życie nie jest aż tak emocjonujące. Trening, dom, dom trening a potem mecze i wyjazdy. Ciężkie życie piłkarza.
- Sam je wybrałeś. Ja mam monotonniejsze. Mieszkam nadal na Kazimierzu, pracuję w małym wydawnictwie oraz posiadam dwa koty. Wasyla i Mańkę Messi.
- Wasyla? No to mój przyjaciel się ucieszy. Musi koniecznie poznać swojego niemalże imiennika, tym bardziej że jest Krakusem.
- Wiem bardzo go cenię jako piłkarza. Zdaje się, że zanim zerwaliśmy przedstawiałeś nas sobie.
- Rzeczywiście. Aga… muszę o coś zapytać. Ten fakt nurtował mnie przez te lata i skoro mamy się przyjaźnić to muszę to wiedzieć.
- Słucham.
- Wtedy, gdy ze mną zerwałaś. Jaki był powód? Nie mów, że nie chciałaś wyjeżdżać, mogłaś studiować w Dortmundzie. Czy był… inny?
Agnieszkę zaskoczyło to pytanie. Nigdy nie przypuszczała, że Kuba może to tak odebrać.
Spojrzała na niego widząc pytanie na jego twarzy.
- Nie było innego. Filipa poznałam dwa lata po naszym rozstaniu. Wtedy…- zaczerpnęła powietrza. – Pamiętasz kiedy umarła Bunia?
- Zdaje się, że jakoś niedługo po naszym rozstaniu, ale co to ma do rzeczy?
- Musiałam cię zostawić, bo nie mogłam jechać ze względu na Bunię a ty nigdy byś mnie nie zostawił samej. Kuba pomyśl… zmarnowałbyś szansę życia. Nie zaszedłbyś tu gdzie dzisiaj jesteś. Grasz w zespole, który wygrał grupę śmierci i przeszedł dalej w eliminacjach Ligii Mistrzów. A tak? Zostałbyś w Krakowie, ewentualnie w innym mieście. Nie mogłam ci tego zrobić.
Kubę zszokowała ta odpowiedź. Poświęciła się dla niego, położyła na szali ich miłość i jego karierę. Dzisiaj mogliby być szczęśliwym małżeństwem, mogli mieć też dzieci.
Dostrzegł łzy w jasnych oczach Agnieszki. Serce ścisnęło mu się z żalu i bólu.
Przytulił ją łagodnie do siebie.
- Nie płacz. Poświęciłaś się dla mnie, nie mam ci tego za złe. Ważne, ze dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi.
- Dziękuję ci Kuba, dziękuję, że wybaczyłeś mi i że mogłam ci to wyznać. Trapiło mnie to przez te wszystkie lata, tym bardziej że Bunia prosiła mnie abym z tobą porozmawiała. Nie umiałam…
- To już przeszłość, teraz musimy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Mam do ciebie prośbę.
- Słucham?
- Mogłabyś zostać w Dortmundzie do końca tygodnia? Co z twoim zwierzyńcem?
- Opiekuje się nimi moja sąsiadka. A dlaczego pytasz?
- Jutro są Mikołajki będziemy malować bombki z dzieciakami z domu dziecka, można zabrać żonę albo dziewczynę. Ale ja nie mam ani jednej ani drugiej, więc mogę chyba wziąć przyjaciółkę? A pojutrze Marco Reus wyprawia urodziny. Chciałbym żebyś ze mną poszła, zgodzisz się?
- Skoro tak mnie ładnie prosisz, to nie odmówię. Ale muszę zaopatrzyć się w jakąś odpowiednią garderobę. Mam same jeansy i t-shirty i jeden nieformalny żakiet.
- Zawiozę cię jutro do centrum.
- Ok to jesteśmy umówieni. A teraz czas spać, ten dzień obfitował w wiele wrażeń. Pora zregenerować siły.
- Masz rację. Dobranoc.- pocałował ją delikatnie w policzek. Po chwili oblała się rumieńcem. Kuba zachichotał.- Widzisz, mówiłem, że będziesz się rumienić.
Aga oddała mu całusa, po czym zniknęła w pokoju gościnnym.
________________________________________________________________________

Napisałam :D Nie wiem dlaczego, ale osobiście i nieskromnie podoba mi się ten rozdział. W końcu z czegoś jestem zadowolona. Chciałam pokazać, że pomimo burzliwego rozstania, Kuba i Agnieszka potrafią porozumieć się po latach i nadal coś do siebie czują. Być może nie jest to już miłość, ale przyjaźń. Znają się przecież od lat dziecięcych :)
Co o nim sądzicie?

Następny za sześć lub siedem dni :)

                                                                                        Pozdrawiam :)

sobota, 1 grudnia 2012

Rozdział 6



     Agnieszkę wciągnął wir namiętnych pocałunków Kuby. Przez moment wróciły wspomnienia dawnych dni i namiętnych nocy, przeplatanych czułymi słowami i słodkimi pocałunkami. Potem jednak przypomniała sobie czas obecny i sytuację w jakiej się znajduje. Zmobilizowała wszystkie swoje siły i odepchnęła Kubę.
Błaszczykowski spojrzał na nią a w jego jasnych oczach zalśnił lodowaty chłód.
- Nie podobało ci się? Moje pocałunki zmieniły się przez te lata?- zapytał drwiąco a jego usta ułożyły się w cyniczny uśmieszek.
Był wściekły. Nie panował na tym co mówi, wyglądał teraz jak archanioł Michał z obrazów włoskich mistrzów. Brakowało mu tylko lśniącego miecza w dłoni.
- Wiesz o wszystkim?- zapytała przerażona. W jej błękitnych oczach zaczęły pojawiać się łzy.
- O tym, że udajesz moją narzeczoną? Oczywiście, że wiedziałem. Kto cię do tego nakłonił?- przysunął się do niej dotykając dłonią jej brody i policzków.
Jego dotyk palił jej skórę a jego wzrok mroził serce.
To nie był dawny Kuba, którego kochała.
Nachylił się do jej ucha, dmuchając w nie delikatnie. Potem bez zapowiedzi ponownie ją pocałował.
Zmiażdżył jej usta swoimi wargami, zabroczo i brutalnie.
Agnieszka wyswobodziła się z jego stalowego uścisku wymierzając mu siarczysty policzek.
Wybiegła na korytarz łapiąc w przelocie kurtkę.
Łzy zalewały jej oczy a dusza krwawiła po tym co zrobił jej Kuba. Zadrwił z niej i potraktował jak szmatę. Chciał się mścić. Nie wybaczył jej przez te wszystkie lata.
Dziewczyna nie patrzyła dokąd zmierza. Wyszła na ulicę, przecierając załzawione oczy. Nagle zza rogu osiedlowej uliczki wyjechał rozpędzony samochód. Światła z miejsca ją oślepiły, stała jak sparaliżowana. Nie mogła się ruszyć. Zamknęła oczy a przez jej umysł przeleciało wspomnienie wypadku samochodowego w którym Filip stracił życie a ona została okaleczona.
Nagle czyjaś ręka szarpnęła ją do tyłu za kurtkę. Samochód przejechał trąbiąc zaciekle.
Silne ręce oplotły Agnieszkę w pasie.
Dziewczyna załkała ze strachu i bezsilności.
Kuba odwrócił łkającą Agnieszkę, przytulając ją do swojego torsu. Czuł jak jej ciepłe łzy moczą jego koszulę.
Wybiegł za nią z domu, czując się jak ostatni buc. Nie chciał jej ranić, to było silniejsze od niego. Żałował gorzkich słów, które wypowiedział pod jej adresem. Teraz tuliła się do niego bezbronna i drążąca ze strachu.
Bał się o nią. Czuł się tak samo jak rok temu, gdy Martyna poinformowała go o jej wypadku.
Wtedy był przy niej i teraz też jej pomoże.
Wziął ją na ręce, jakby nie ważyła więcej niż piórko. Poniósł ją do domu, układając na kanapie.
Delikatnie wytarł jej oczy chusteczką, nie wypuszczając z objęć.
- Przepraszam cię.- delikatnie ucałował opuszki jej palców.- Zachowałem się jak buc. Proszę zapomnij o wszystkim. Jestem ci wdzięczny, że przyjechałaś do mnie po tych wszystkich latach. Chcę żebyś znów była moją przyjaciółką.
Agnieszka pierwszy raz od długiego czasu poczuła się bezpieczna.
- To ja ciebie przepraszam. Nie zdziwiłabym się, gdybyś mnie nienawidził. To ja wtedy zniszczyłam nasza miłość.
- Ciiii…- położył palec na jej ustach.- Zapomnijmy o tym. Liczy się nasza przyjaźń i nic więcej. Nie rozdrapujmy starych ran.- przytulił ją mocniej do siebie.
Czuli jak na nowo rodzi się między nimi nić wzajemnej sympatii. To co w dzieciństwie dawało im poczucie bezpieczeństwa i akceptacji.
Prawdziwa przyjaźń, która przetrwa pomimo lat rozłąki i bolesnych wydarzeń. Pokona niepowodzenia i żal. Przyjaźń wykuta w skale i jak skała stała.

    Stadion Narodowy huczał rykiem tysięcy gardeł. Piłkarze na murawie z całą mocą wyśpiewywali hymn narodowy.
Kamerzysta pokazywał milionom telewidzów emocje malujące się na twarzach reprezentatwów.
- Za twoim przewodem, złączym się z narodem! Dawać, kurwa, dawać!- zaryczał Marcin Wasilewski, który pod nieobecność Kuby Błaszczykowskiego pełnił fukncję kapitana drużyny.
Kapitanowie Polski i Szwecji uścisnęli sobie dłonie, wymieniając się proporczykami. Zmierzyły się dwa surowe oblicza. Marcin Wasilewski spojrzał na swojego przeciwnika Zlatana Ibrahimowicza znanego jako magik boiskowy Ibrakadabra.
Nieustraszony Wasyl nie bał się znanego Ibry. W ciągu tego meczu, przyszło im się jeszcze kilka razy zmierzyć. Stoper skutecznie pilnował bramki w której bronił Przemek Tytoń.
Wojtek Szczęsny miał za złe trenerowi Fornalikowi, że ten nie zrobił go numerem jeden. Był przekonany o swojej wyższości nad Tytoniem. W końcu jak można było mierzyć golkipera Arsenalu z bramkarzem PSV?
Nie rozumiał tego. Jego przyjaciel Robert Lewandowski był tego samego zdania. Nie wypowiadał się na ten temat publicznie, gdyż menadżer Czarek Kucharski zabronił mu mieszać się w jakiekolwiek konflikty. Nawet wyrażać swoje niezadowolenie z faktu, że przełożono spotkanie Borussi z Realem.
Bez Błaszczykowskiego mogli sobie świetnie poradzić.
Dzisiaj Lewandowski nie miał wcale ochoty grać. Czuł się znużony. Inaczej zachowywali się francuscy zawodnicy, polskiej reprezentacji. Obraniak dwoił się i troił, aż pod koniec pierwszej połowy strzelił gola. Stadion zaryczał, skandując jego imię. Wasyl poczochrał włosy Ludo a Perquis krzyczał do niego francuskie epitety. Wszystko w geście powszechnej radości. Polacy jednak długo zwycięstwem się nie nacieszyli. Ibrahimowić szybko strzelił wyrównującego gola. Zawinił Kamil Glik, który potknął się pod bramką, umożliwiając Szwedowi drogę do bramki.
W szatni Wasilewski do spółki z trenerem obryczał zawodników. Poleciało tak zwanym mięsem. Zmotywowani Polacy wyszli do drugiej połowy. Ibrahimović strzelił jeszcze jednego gola. Stadion ryczał domagając się wyrównania. Wyrównał Łukasz Piszczek, wykiwując obrońców Szwecji. Obok piłki stał Lewandowski, którzy zarzekał się, że gol powinien być jego, gdyż piłka otarła się o jego stopę.
Pod koniec drugiej połowy Ibra szarżował na bramkę Tytonia w chęci strzelenia trzeciego gola. Z naprzeciwka wyleciał Marcin Wasilewski. Nieszczęśliwy wypadek sprawił, że obaj zderzyli się czołowo. Z nosa reprezentanta Polski buchnęła krew, podczas gdy Szwed miał rozcięty łuk brwiowy. Obaj opuścili boisko zalani krwią.
Sanitarka odwiozła obu piłkarzy do szpitala na Banacha.
W tym samym dniu dyżur miała Martyna Brzęczek.
- Wiozą nam ofiary z boiska. Wezwij chirurga będzie potrzebne szycie.- ordynator interny zwróciła się do lekarki na dyżurze.
- Czemu nie zostawią ich na izbie przyjęć?
- To są pacjenci specjalni. Izba jest zapchana ciżbą.- czterdziestoletnia Zofia Rogalska spojrzała na młodszą koleżankę z nad srebrnych oprawek.
- W porządku. Dzwonię po Koniecznego, to on ma dzisiaj dyżur.
Martyna czekała na przyjazd poszkodowanych. Po chwili w pokoju pojawiło się dwóch ciemnowłosych mężczyzn. Jeden z rozwalonym nosem miał na sobie strój Polski, drugi żółto- niebieskie barwy Szwecji.
Martyna podała Polakowi tampon, żeby zatamować lecącą krew. Tymczasem zaczęła opatrywać Szweda. Wyglądał jak Indianin, długie smoliście czarne włosy zawiązał w koka na czubku głowy. Taksował lekarkę spojrzeniem ciemnych oczu.
- Przemyję to panu a za chwilę przyjdzie chirurg i zszyje. Podam znieczulenie ogólne, będzie trochę bolało.
- Jak widzę panią to boli jakby mniej.- Ibrahimowić uśmiechnął się zawadiacko.
Wasilewski spojrzał na oboje z irytacją. Zgruchotany nos bolał go jak wszyscy diabli, do tego nie miał pojęcia jak potoczył się mecz. Młoda lekarzyca zlała go totalnie zajmując się gwiazdorem.
- Mogłaby pani nie flirtować z tym Szwedem i zająć też się moim nosem? Boli mnie. Znieczulenie nie obejmuje Polaków?- zapytał zjadliwie.
Kobieta odwróciła się do niego, tłumiąc złość.
Co za bufon.- pomyślała spoglądając w zielone oczy Wasilewskiego. Wyglądał jak zbir z pod ciemnej gwiazdy. Słyszała, że kumplował się z jej kuzynem, ale nigdy nie miała nieprzyjemności go poznać.
- On przynajmniej nie jojczy jak panienka.- odpowiedziała słodko. W jej błękitnych oczach zalśniła furia.
Sekutnica.- pomyślał Marcin.
- On ma rozcięty łuk a nie zgruchotany nos.
- Łuk brwiowy też boli. – odpowiedziała. – Zaraz przyjdzie chirurg, zajmie się pana kolegą po fachu a ja dam panu znieczulenie. Musimy zrobić prześwietlenie.
- Obym nie czekał do rana. To nie jest na dobre i na złe, gdzie lekarze pędzą na pomoc rannemu.- stwierdził jadowicie, czym jeszcze bardziej rozsierdził Martynę. Miała ochotę wyrżnąć mu w głowę czymkolwiek, chociażby i basenem.
Na szczęście szybko pojawił się Mateusz Konieczny, chirurg. Przejął szycie Ibrahimowicia, podczas gdy Martyna wstrzykiwała znieczulenie Wasilewskiemu. Zabolało go ukłucie, co przyjęła z niemałą satysfakcją, uśmiechając się pod nosem. Mężczyzna spojrzał na nią wrogo.
Masz za swoje.- pomyślała złośliwie.
Złośliwa małpa.- przebiegło przez myśli Wasilewskiego.
Obaj piłkarze zostali szybko pocerowani i odesłani do swoich hoteli.
Wynik meczu zakończył się remisem 2:2.